"Słoneczne jajo"
Elsa Beskow
przeł. Katarzyna Skalska
Zakamarki, 2010
Na takie książki czekam. Cudowne, baśniowe, słodkie. Brakuje takich na rynku. Zakamarki swymi propozycjami rekompensują tę lukę. Jeśli kojarzycie klasyczne wydanie bajki "Na jagody" Marii Konopnickiej to na hasło Elsa Beskow (1874 - 1953) może coś wam zaświtać w głowie, bowiem to właśnie ona była autorką ilustracji do tej historii. Niektórzy badacze literatury dziecięcej uważają, że Konopnicka zafascynowana postacią i książkami Elsy popełniła w tym przypadku plagiat, ale to tylko dajmy na to domysły.
Beskow urodzona w Szwecji była cenioną autorką i ilustratorką wielu książek. Historie jakie stworzyła często przeplatają świat rzeczywisty z baśniowym, pełno w nim elfów, goblinów i zwierząt rozmawiających z ludźmi. Głównymi tematami w jej pisarstwie były relacje między dorosłymi i dziećmi. Fascynował ją również świat dziecięcej wyobraźni.
"Słoneczne jajo", które chcę wam polecić to fantastyczna baśń z 1932 roku. Dzięki Zakamarkom możemy ją poznać także my. Każdy lubi takie klimaty : las, paprocie, mech, leśne zwierzęta i elfy. Jeśli do tego dodamy cudowną przygodę uzyskamy miły i naprawdę baśniowy klimat. Wiec jeżeli chcecie razem z córką elfów dowiedzieć się kto zniósł wielkie żółte jajo zapraszam na wyprawę.
Szkoda, że Beskow jest tak mało znana naszym małym i dużym polskim czytelnikom. Jest autorką ok. 40 książek więc jest szansa, że coś się w tym temacie zmieni.
Mój blog adresowany jest głównie do wszystkich, którzy kochają książki dla dzieci. Zapraszam też do czytania mojego drugiego bloga "Parafernalie" gdzie zamieszczam swoje autorskie projekty. Bez mojej zgody nie można ich nigdzie publikować jak i innych napisanych tutaj rzeczy.
poniedziałek, 7 marca 2011
czwartek, 24 lutego 2011
Wcale nie trzeba być grzecznym !
"Grzeczna"
Gro Dahle
Svein Nyhus
Ene Due Rabe, 2011
Pamiętacie jak polecałam Wam książkę "Włosy mamy" świetnego duetu Gro Dahle i Sveina Nyhusa ? Otóż jest kolejna, fantastyczna wydana przez wydawnictwo Ene Due Rabe książka tej pary. Abstarhując trochę od głównego wątku, koniecznie musicie zapoznać się z ofertą tego wydawnictwa bo jest naprawdę ciekawa. Pod tym linkiem EDR znajdziecie wszystko na ten temat. Wracając do sprawy, wyobrażacie sobie, że można będąc grzecznym zniknąć zupełnie? Okazuje się, że można. Taka historia przytrafiła się małej Lusi, która pewnego dnia zniknęła bo była po prostu bardzo, bardzo, bardzo grzeczna. Zawsze cichutka, układna, przygotowana, myjąca ząbki po dziesięć razy z każdej strony.
Często od dziecka wymagamy zbyt wiele, za bardzo je brzydko mówiąc tresujemy. Konsekwencją tego może być utrata pewności własnego ja u dziecka, nieśmiałość, brak wiary we własne siły. Nie można od dziecka zbyt wiele wymagać. Ono musi mieć swobodę by prawidłowo się rozwijać, trzeba wyważać, podążać za dzieckiem i jego potrzebami. Nie wolno przesadzać ani w jedną, ani w drugą stronę. nie pozwalać na wszystko i zbyt karnie nie ograniczać.
"Grzeczna" to opowieść o małej dziewczynce, która musi być grzeczna, pilna, śliczna i czysta, która nie ma odwagi robić tego na co ma ochotę. Wykonuje tylko to o co ja proszą. Do czego to doprowadzi? Czy uda się Lusi znaleźć drogę do siebie samej, przekonajcie się sami.
Gro Dahle
Svein Nyhus
Ene Due Rabe, 2011
Pamiętacie jak polecałam Wam książkę "Włosy mamy" świetnego duetu Gro Dahle i Sveina Nyhusa ? Otóż jest kolejna, fantastyczna wydana przez wydawnictwo Ene Due Rabe książka tej pary. Abstarhując trochę od głównego wątku, koniecznie musicie zapoznać się z ofertą tego wydawnictwa bo jest naprawdę ciekawa. Pod tym linkiem EDR znajdziecie wszystko na ten temat. Wracając do sprawy, wyobrażacie sobie, że można będąc grzecznym zniknąć zupełnie? Okazuje się, że można. Taka historia przytrafiła się małej Lusi, która pewnego dnia zniknęła bo była po prostu bardzo, bardzo, bardzo grzeczna. Zawsze cichutka, układna, przygotowana, myjąca ząbki po dziesięć razy z każdej strony.
Często od dziecka wymagamy zbyt wiele, za bardzo je brzydko mówiąc tresujemy. Konsekwencją tego może być utrata pewności własnego ja u dziecka, nieśmiałość, brak wiary we własne siły. Nie można od dziecka zbyt wiele wymagać. Ono musi mieć swobodę by prawidłowo się rozwijać, trzeba wyważać, podążać za dzieckiem i jego potrzebami. Nie wolno przesadzać ani w jedną, ani w drugą stronę. nie pozwalać na wszystko i zbyt karnie nie ograniczać.
"Grzeczna" to opowieść o małej dziewczynce, która musi być grzeczna, pilna, śliczna i czysta, która nie ma odwagi robić tego na co ma ochotę. Wykonuje tylko to o co ja proszą. Do czego to doprowadzi? Czy uda się Lusi znaleźć drogę do siebie samej, przekonajcie się sami.
wtorek, 15 lutego 2011
Gderająca mama
"Mama, która zagderała się na śmierć"
Barbara Voors
Jeanette Milde
Magda Credo
Warszawa, 2009
Na Skandynawów w kwestii literatury dziecięcej zawsze można liczyć. Dobre pomysły, zdrowe podejście do problematycznych kwestii, ciekawy przekaz, fajni autorzy i ilustracje. Dla mnie osobiście jedną z najważniejszych rzeczy jest to w jaki sposób pokazani są dorośli. Bez dystansu, nie autorytatywnie, pokazuje się ich wady i niedociągnięcia, a to jest bardzo ważne dla dziecka, ta świadomość, że rodzice nie są doskonali. Prywatnie sama opowiadam mojemu smykowi jak to psociłam kiedy byłam mała, a on uwielbia takie historie. Oczywiście nic do przesady, wszędzie potrzebna jest równowaga, a w literaturze skandynawskiej jest ona zachowana. Zajrzyjcie do Zakamarków oni wydają takie pozycje.
Zaciekawiła mnie propozycja innego wydawnictwa, a mianowicie Stenor Piotra Marciszuka, które w swej ofercie przedstawia serię wydawniczą Kora skierowaną specjalnie do dzieci i młodzieży. Moją uwagę przykuła "Mama, która zagderała się na śmierć" Barbary Voors. To coś w sam raz dla mnie, prawie o mnie. Śmieszna historia o rodzince Blomkvistów, opowiedziana przez małą Fridę, dotyczy codziennych spraw. Jak to w rodzinie bywa cały dom jest na głowie mamy, a ta aby ze wszystkim nadążyć dwoi się i troi. Dziewczynka postrzega ją jako nieustannie gderającą, ponaglającą i wymagającą. Mówi, że gdyby nie to mamine gadanie można by nic nie robić. Świetnie jest tu przedstawione zderzenie świata dorosłych i dzieci. Sami się przekonajcie co się stało kiedy mamy rzeczywiście zabrakło. Książeczka jest zabawna, pouczająca, a obecny w niej czarny humor pozwala zachować zdrowy dystans.
Barbara Voors
Jeanette Milde
Magda Credo
Warszawa, 2009
Na Skandynawów w kwestii literatury dziecięcej zawsze można liczyć. Dobre pomysły, zdrowe podejście do problematycznych kwestii, ciekawy przekaz, fajni autorzy i ilustracje. Dla mnie osobiście jedną z najważniejszych rzeczy jest to w jaki sposób pokazani są dorośli. Bez dystansu, nie autorytatywnie, pokazuje się ich wady i niedociągnięcia, a to jest bardzo ważne dla dziecka, ta świadomość, że rodzice nie są doskonali. Prywatnie sama opowiadam mojemu smykowi jak to psociłam kiedy byłam mała, a on uwielbia takie historie. Oczywiście nic do przesady, wszędzie potrzebna jest równowaga, a w literaturze skandynawskiej jest ona zachowana. Zajrzyjcie do Zakamarków oni wydają takie pozycje.
Zaciekawiła mnie propozycja innego wydawnictwa, a mianowicie Stenor Piotra Marciszuka, które w swej ofercie przedstawia serię wydawniczą Kora skierowaną specjalnie do dzieci i młodzieży. Moją uwagę przykuła "Mama, która zagderała się na śmierć" Barbary Voors. To coś w sam raz dla mnie, prawie o mnie. Śmieszna historia o rodzince Blomkvistów, opowiedziana przez małą Fridę, dotyczy codziennych spraw. Jak to w rodzinie bywa cały dom jest na głowie mamy, a ta aby ze wszystkim nadążyć dwoi się i troi. Dziewczynka postrzega ją jako nieustannie gderającą, ponaglającą i wymagającą. Mówi, że gdyby nie to mamine gadanie można by nic nie robić. Świetnie jest tu przedstawione zderzenie świata dorosłych i dzieci. Sami się przekonajcie co się stało kiedy mamy rzeczywiście zabrakło. Książeczka jest zabawna, pouczająca, a obecny w niej czarny humor pozwala zachować zdrowy dystans.
czwartek, 3 lutego 2011
Tak to się robi!
Julian Tuwim
"Najpiękniejsze wiersze dla dzieci"
Zielona Sowa, 2010
Poprzednio pisałam jak klasykę wydaje Book House teraz czas na coś specjalnego. Bardzo pozytywnym zaskoczeniem dla mnie jest wydanie wierszy Juliana Tuwima przez Zieloną Sowę, która jak wiadomo jest wielkim wydawnictwem. "Najpiękniejsze wiersze dla dzieci" bo o nich mowa, dzięki świetnemu opracowaniu graficznemu Anity Głowińskiej zyskują na wizualnym odbiorze. W sferę duchowo - werbalną nie będę się wgłębiać bo każdy z nas zna błyskotliwą grę słów w wierszach mistrza. Oprócz tak znanych perełek jak "Lokomotywa" czy "Abecadło" w tomiku znajdziemy i te mniej znane i te nieznane. Warto. Nawet nie wypada ich nie poznać. U nas w domu szczyt popularności pobił "Dżońcio", widać, że psia tematyka nie była Tuwimowi obca. Rewelacyjnie oddaje stan ducha tytułowego czworonożnego pupila.
Na zakończenie dodam, że naprawdę można wydać klasykę, którą wydaje się nie pierwszy raz i wydawać będzie, w sposób atrakcyjny i artystyczny nie uprawiając przy tym sztuki dla sztuki jak to ma miejsce w niektórych wydawnictwach, o których nawet nie chcę wspominać.
"Najpiękniejsze wiersze dla dzieci"
Zielona Sowa, 2010
Poprzednio pisałam jak klasykę wydaje Book House teraz czas na coś specjalnego. Bardzo pozytywnym zaskoczeniem dla mnie jest wydanie wierszy Juliana Tuwima przez Zieloną Sowę, która jak wiadomo jest wielkim wydawnictwem. "Najpiękniejsze wiersze dla dzieci" bo o nich mowa, dzięki świetnemu opracowaniu graficznemu Anity Głowińskiej zyskują na wizualnym odbiorze. W sferę duchowo - werbalną nie będę się wgłębiać bo każdy z nas zna błyskotliwą grę słów w wierszach mistrza. Oprócz tak znanych perełek jak "Lokomotywa" czy "Abecadło" w tomiku znajdziemy i te mniej znane i te nieznane. Warto. Nawet nie wypada ich nie poznać. U nas w domu szczyt popularności pobił "Dżońcio", widać, że psia tematyka nie była Tuwimowi obca. Rewelacyjnie oddaje stan ducha tytułowego czworonożnego pupila.
Na zakończenie dodam, że naprawdę można wydać klasykę, którą wydaje się nie pierwszy raz i wydawać będzie, w sposób atrakcyjny i artystyczny nie uprawiając przy tym sztuki dla sztuki jak to ma miejsce w niektórych wydawnictwach, o których nawet nie chcę wspominać.
czwartek, 23 grudnia 2010
Kot w worku
Jan Brzechwa
"Wiersze"
il. Marcin Piwowarski
Book House, 2009
Z pozoru, pisząc kolokwialnie całkiem ładna książka. Kolorowe, żywe ilustracje Marcina Piwowarskiego cieszą oko. Przypominają nieco dziecięce malunki plakatówkami. Czytamy razem z Mi, małemu się podoba, a mnie coś nie daje spokoju. Wychowana na wierszach Brzechwy mam czujny nos, który i tym razem mnie nie zawiódł. Okazuje się, że niektóre z wierszy tego ciepło nazwanego cyklu czyli "Lektury mojej babci" nie są w pełni kompletne. Moja babcia na pewno by się zdziwiła. Okazuje się, że wydawca chcąc zmieścić się w zamierzonym formacie książki, postanowił poskracać niektóre z wierszy.
I tak oto z wiersza pt. "Przyjście lata" nie dowiemy się w jaki sposób przyszło do nas lato, a wierszyk pt. "Kwoka" pozbawiony został swojej kluczowej i wychowawczej puenty. Przecież można było wybrać inne wiersze, które miałyby szanse się zmieścić na jednej rozkładówce i byłoby po sprawie.
Nasuwa się pytanie, czy tak się wydaje książki? Czy tak się wydaje klasykę?
Ciekawa jestem jak wyglądają inne pozycje proponowane przez Book House?
To tak jak kupić kota w worku. Jedyny plus w tym przypadku jest taki, że ten worek jest naprawdę pięknie wykonany.
"Wiersze"
il. Marcin Piwowarski
Book House, 2009
Z pozoru, pisząc kolokwialnie całkiem ładna książka. Kolorowe, żywe ilustracje Marcina Piwowarskiego cieszą oko. Przypominają nieco dziecięce malunki plakatówkami. Czytamy razem z Mi, małemu się podoba, a mnie coś nie daje spokoju. Wychowana na wierszach Brzechwy mam czujny nos, który i tym razem mnie nie zawiódł. Okazuje się, że niektóre z wierszy tego ciepło nazwanego cyklu czyli "Lektury mojej babci" nie są w pełni kompletne. Moja babcia na pewno by się zdziwiła. Okazuje się, że wydawca chcąc zmieścić się w zamierzonym formacie książki, postanowił poskracać niektóre z wierszy.
I tak oto z wiersza pt. "Przyjście lata" nie dowiemy się w jaki sposób przyszło do nas lato, a wierszyk pt. "Kwoka" pozbawiony został swojej kluczowej i wychowawczej puenty. Przecież można było wybrać inne wiersze, które miałyby szanse się zmieścić na jednej rozkładówce i byłoby po sprawie.
Nasuwa się pytanie, czy tak się wydaje książki? Czy tak się wydaje klasykę?
Ciekawa jestem jak wyglądają inne pozycje proponowane przez Book House?
To tak jak kupić kota w worku. Jedyny plus w tym przypadku jest taki, że ten worek jest naprawdę pięknie wykonany.
środa, 15 grudnia 2010
Zupełnie prywatnie
Moi Kochani na Przystanku!
Dziś nasza Wigilia, szkoda, że mnie nie będzie. Moje maluchy wycięły mi numer i postanowiły się pochorować. W tej uroczystej chwili będziemy z Wami myślami.
Życzymy Wam Wesołych Świąt i szczęścia w Nowym Roku, bądźcie zdrowi i dobrzy dla siebie!
Nie przejedzcie się dziś:)
Pozdrawiamy Wszystkich
Ania, Ewa, Wera, Michał i Marcin
Dziś nasza Wigilia, szkoda, że mnie nie będzie. Moje maluchy wycięły mi numer i postanowiły się pochorować. W tej uroczystej chwili będziemy z Wami myślami.
Życzymy Wam Wesołych Świąt i szczęścia w Nowym Roku, bądźcie zdrowi i dobrzy dla siebie!
Nie przejedzcie się dziś:)
Pozdrawiamy Wszystkich
Ania, Ewa, Wera, Michał i Marcin
czwartek, 9 grudnia 2010
Tego nie możecie przegapić!
Przystanek Książka organizuje wigilię dla sąsiadów.
Szczegóły imprezy znajdziecie pod linkiem:
Podwórkowa Gwiazdka
Szczegóły imprezy znajdziecie pod linkiem:
Podwórkowa Gwiazdka
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Powrót
Najwyższy czas wracać. Pięć lat przerwy wystarczy. Mateusz też ma pięć lat, wszystko idzie ku dobremu, wszystko się wyprostowało.
-
Najwyższy czas wracać. Pięć lat przerwy wystarczy. Mateusz też ma pięć lat, wszystko idzie ku dobremu, wszystko się wyprostowało.
-
Cytat z O2: " Nieoddana książka w bibliotece - windykacja? Wczoraj otrzymałam listownie pismo z firmy windykacyjnej w sprawie zapłaty k...
-
Kochani! Wspominałam Wam kiedyś, że czekam na swoje bliźniaki i wybieram się na urlop macierzyński, a co za tym idzie zmieni się trochę char...



